|
16 czerwca 2005
Ciężka psia dola
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami z Zakopanego odebrało alarmujące zgłoszenie: w jednym z gospodarstw w Ochotnicy Dolnej gospodarz trafił do szpitala. Od kilku dni w obejściu wyje z głodu wycieńczony pies. Nie wiadomo, co dzieje się z innymi zwierzętami gospodarczymi. Artykuł udostępniony przez Dziennik Polski
Przepisy są jasne: żadne zwierzę nie jest rzeczą. Każdemu stworzeniu należy się od ludzi pomoc. Ale prawo sobie, a życie sobie. Są ważniejsze problemy, niż stan czworonogów. Zwłaszcza na wsi, gdzie ludzie mają w dużej mierze bardzo praktyczne, ale często też przedmiotowe podejście do zwierzyny. - Po odebraniu zgłoszenia pojechałam na miejsce, żeby wszystko sprawdzić - relacjonuje inspektor Towarzystwa Opieki nad Zwierzętami z Zakopanego, Małgorzata Darowska. Okazało się, że faktycznie, pies został opuszczony. Lepszy los spotkał zwierzęta gospodarcze, którymi zaopiekowali się okoliczni sąsiedzi, znajomi właściciela, który trafił do szpitala. Psem nikt nie chciał się zaopiekować. Interweniujący wcześniej policjanci rzucili mu coś do jedzenia przez płot. Tyle ponoć mogli zrobić. - W takiej sytuacji odpowiedzialność spada na gminę. Rozmawiałam z wójtem, ale on absolutnie nie wyraził chęci interwencji. A przecież wiele gmin ma podpisane umowy ze Schroniskiem dla Bezdomnych Zwierząt w Nowym Targu, gdzie odwozi się takie czworonogi. Jeśli nawet nie ma umowy, to gdy zachodzi jednorazowa potrzeba, przewozi się takie zwierzaki. Koszt dziennego utrzymania to wydatek około 3 złotych - dodaje Małgorzata Darowska.
Inaczej do sprawy opuszczonego na posesji czworonoga podchodzą gminne władze. - Gmina odpowiedzialność ponosi jedynie w przypadku zwierząt bezpańskich. Tu nie mamy do czynienia z taką sytuacją. Nam nie wolno zainterweniować bez zgody właściciela na jego posesji - mówi wójt Ochotnicy Dolnej Kazimierz Konopka.
Fakt, że Ochotnica nie ma podpisanych umów z nowotarskim azylem, nie wpływa negatywnie na rozwiązywanie tego typu problemów. - Mieliśmy już raz taką sytuację i zwierzę zostało odwiezione do Nowego Targu - dodaje wójt Kazimierz Konopka. Podkreśla, że sytuacja dotycząca ostatniego zdarzenia jest specyficzna. - Zanim gospodarz trafił do szpitala, mieszkał ze znajomą. Rozstali się i on wylądował w szpitalu. Stąd trudności z szybką reakcją - sumują w gminie.
Towarzystwo Opieki nad Zwierzętami podkreśla, że na dalszy los psa nie pozostaną obojętni. - Obecnie szukamy kontaktu z córką czy nieco dalszą rodziną chorego gospodarza. Nie zostawimy tego czworonoga samego sobie - zaznacza Małgorzata Darowska.
(RAV)
![]()