|
17 czerwca 2005
Co wypływa z sortowni
Nie dalej niż w sierpniu ubiegłego roku firma "IB", eksploatator sortowni odpadów u wschodnich granic Nowego Targu, przy szosie w kierunku Białki i Bukowiny, nabyła od zakopiańskiej oczyszczalni osad po procesie oczyszczania, jako "przesypkę" do rekultywacji terenu. Artykuł udostępniony przez Dziennik Polski
Przyjechał jednak osad świeży, nawodniony, nie spełniający parametrów określonych w wydanym przez starostwo pozwoleniu na składowanie. Firma miała spore problemy z zagospodarowaniem "urobku" oczyszczalni, który przewoźnik zwalił na plac od strony szosy, stwarzając zagrożenie dla gleby i pobliskiego potoku. Po niespełna roku osad znów przyjechał do sortowni - z dalsza, ale nic nie wskazuje, by był zneutralizowany chemicznie, biologicznie i odwodniony. Po okolicy rozszedł się trudny do zniesienia fetor. Równocześnie z terenu sortowni wpłynął do potoku Czerwonka jakiś ciemny odciek przypominający gnojowicę.
Pierwsi zareagowali na ten przywóz właściciele sąsiadujących z sortownią pól, gdy osady zawaliły im drogę dojazdową. Szefostwo firmy obiecało sprzątnąć osad do kilku dni, lecz urobek oczyszczalni został stamtąd przetransportowany jeszcze szybciej. W środę po południu krowy właścicielki pobliskiego gospodarstwa Stanisławy Murzańskiej, nie chciały już jednak pić wody z potoku Czerwonka. Następnego dnia, przed południem, kobieta na własnym polu w pobliżu sortowni ugrzęzła w cuchnącej mazi. Był to prawdopodobnie skutek wylania na grunt czegoś, co przesiąknęło na sąsiednie pola.
W środę do południa zaalarmowane były już na miejscu: policja, straż pożarna, straż miejska, wezwani inspektorzy Wojewódzkiej Służby Ochrony Środowiska.
Ci ostatni pobrali próby z wycieku prowadzącego do potoku. Pracownicy sortowni mieszali osad z ziemią i przemieszczali go z pobliża obiektów bliżej szosy, a więc i bliżej potoku.
Kierownictwo zakładu trwało przy wersji, że ciemny odciek spuszczany systemem rur i szlauchów do rowu, a stamtąd do potoku Czerwonka, to "czysta woda" ze zbiornika przeciwpożarowego na terenie sortowni.
Istotnie, w pobliżu wiaty do składowania odpadów znajduje się dół, wykopany pod betonowy zbiornik p.-poż. Ponieważ jednak firma przed zimą i jeszcze na wiosnę nie zdążyła wykonać betonowania, pozostał wykop, w którym - ze względu na duży spadek terenu - gromadziły się wody opadowe, spływające z całej posesji. Jeśli osady - nawiezione w celu rekultywacji terenu - rozplantowywane były na terenie sortowni, a zalał je deszcz - siłą rzeczy odciek musiał się dostać do niezabezpieczonego dołu, w którym i tak zalegała zgniła deszczówka.
Poniżej zlokalizowana jest studnia głębinowa, z której zakład czerpie wodę. Kawałek dalej ma swoją studnię jedno z miejscowych gospodarstw, a kilkaset metrów dalej - również ze studni głębinowych - pobiera wodę mleczarnia. Na ile zabrudzone wody powierzchniowe mogły infiltrować do ujęcia - wykażą badania studziennej wody (próbki pobrał sanepid). Wyników badania pobranych z kolei przez inspektora WIOŚ próbek odcieków - a więc i oceny, czy doszło do skażenia wody i gleby - trudno się spodziewać wcześniej niż za tydzień. WIOŚ powinien też porównać parametry osadu dozwolonego do przyjęcia przez sortownię z parametrami tego, który przyjechał. Próby w każdym razie były pobrane w środę o godz. 13.30.
Przed godz. 19 natomiast pompa czerpiąca ścieki znów pracowała - nachylony plac poniżej wiaty sortowni spłynął cuchnącą cieczą. Z grząskiej pochyłości wszystko spływało do rowu, rowem do potoku.
Tego, by odcieki z terenu sortowni nie przedostawały się do potoku Czerwonka, pilnują właściciele okolicznych pól i Stowarzyszenie Ekologiczne "Krokus" z Waksmunda. Oni też zaalarmowali Straż Miejską, straż pożarną, policję. Powstała kolejna notatka. Strażacy wykonali zaporę chroniącą potok przed gnilnym "zasilaniem". Niezależnie od systemu rur i węży na powierzchni, tąpnięty grunt rowu w jedynym miejscu odsłonił płytko zakopany, uszkodzony ruraż, który nie wiadomo gdzie ma wylot. Nim zapewne też musiał płynąć ściek w stronę potoku.
- Wiadomo, że w zakładzie takim jak sortownia powstają zanieczyszczone ścieki - choćby w postaci wody z mycia placów.
Takie ścieki powinny być wywożone do oczyszczalni, a nie wylewane na grunt i wpuszczane do potoku! - denerwują się właściciele okolicznych pól i gospodarstw. - Wiadomo, że takie obiekty, jak sortownia są niezbędne, ale ich działalność musi być prowadzona w cywilizowany sposób, zgodnie z przepisami, bez uciążliwości dla sąsiedztwa.
- Po tym, co się działo w ubiegłym roku - ja bym nie ryzykował kolejnej takiej historii... - mówi obecny przy pobieraniu prób inspektor ochrony środowiska w Urzędzie Miasta, Dariusz Jabcoń. - Teraz kryminalistyka zwraca się o wyniki analiz. Dopóki ich nie ma - trudno wyrokować o skażeniu, organoleptycznie natomiast można stwierdzić, że zanieczyszczenie jest. Na pewno też woda w zbiorniku jest zagnita.
- To wygląda na celowe działanie... - komentowali spisujący notatkę policjanci widok świeżo zalanego terenu w środę pod wieczór. (ASZ)
![]()